czwartek, 13 grudzień 2018 13:33

Niepodległość czy wolność?

Napisane przez Robert Tumski

Kwestia niepodległości, podobnie jak kwestia wolności, tolerancji czy równości została dziś zideologizowana w takim stopniu, że trudno odczytać jej właściwy sens. Zwłaszcza w Polsce hasło „niepodległość” stało się poręcznym cepem, którym macha się nad głową kolejnym pokoleniom, ucinając wszelkie dyskusje i pytania.

Dlatego też warto przyjrzeć się pojęciu i zjawisku niepodległości z pewnego dystansu i bez emocji, nawet za cenę narażenia się na głosy krytyki bądź oburzenia, które zazwyczaj pojawiają się, gdy ktoś próbuje naruszyć nasze długotrwałe przyzwyczajenia, również myślowe. Tego typu higiena intelektualna jest niezbędna, jeśli chcemy uniknąć manipulacji i propagandy, żerujących na naszej wierze w tak zwane oczywistości. Nawet jeśli nie wszystkie wnioski okażą się słuszne, dobrze jest czasem sprawdzić, jak bardzo oczywiste są te oczywistości, do których przywykliśmy i w które bez zastrzeżeń wierzymy. Jak mawiał św. Tomasz, „Lepiej jest iść słuszną drogą potykając się, niż wielkimi krokami błądzić po bezdrożach”.

Ideologia niepodległości

Niepodległość państwowa traktowana jest zazwyczaj jako oczywiste, bezdyskusyjne dobro i konieczny warunek indywidualnej wolności. Przekonanie o konieczności obrony niepodległości bądź walki o niepodległość państwową wiąże się z założeniem, że w niepodległym państwie ludziom będzie żyło się lepiej, bezpieczniej i dostatniej niż w państwie podległym. Doświadczenie jednak w wielu wypadkach temu przeczy. Kambodża pod rządami Czerwonych Khmerów była niewątpliwie państwem niepodległym w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, jednak nie tylko wolność osobista jej obywateli, lecz również ich zdrowie i życie były wówczas w dużo gorszym stanie niż wtedy, gdy jako część Indochin stanowiła francuską kolonię. Również w bez wątpienia niepodległym państwie, jakim były komunistyczne Chiny, wolność jednostek była nieporównywalnie mniejsza niż w będącym w tym okresie brytyjską „dzierżawą” Hong Kongu bądź w brytyjskiej kolonii, którą do 1959 roku był Singapur. ZSRR również była państwem niepodległym, jednak jego obywatele żyli w warunkach dużo gorszych niż na przykład mieszkańcy francuskich kolonii na Pacyfiku. Dziś prawdziwie niepodległym państwem jest Korea Północna, której autonomia wydaje się większa niż w wypadku wielu wysoko rozwiniętych państw Zachodu, jej obywatele wszakże nie tylko nie cieszą się jakąś szczególną wolnością czy własnością, ale wręcz sami są własnością owego suwerennego państwa, które traktuje ich jak niewolników.

Pokazuje nam to, że

twierdzenie, jakoby niepodległość państwowa była niezbędną podstawą indywidualnej wolności i dobrobytu jest po prostu fałszywe. A skoro tak, to uznawanie niepodległości za dobro podstawowe i absolutne może dokonywać się tylko w ramach takiego systemu wartości, w którym dobro jednostki okazuje się wtórne i względne.

Idea narodowej niepodległości we współczesnym rozumieniu, które niepodzielnie panuje w Polsce, należy do dziedzictwa oświecenia i rewolucji francuskiej, podobnie jak współczesne idee narodu, równości czy praw człowieka. Wszystkie one zrodziły się w ramach kolektywistycznej doktryny stawiającej abstrakcyjny byt zbiorowy ponad konkretną osobę, różnica zaś polegała na stopniu ogólności abstrakcji. Część rewolucyjnych ideologów odwoływało się do haseł internacjonalistycznych, walcząc o dobro ludzkości, część zaś do nacjonalistycznych, walcząc o dobro narodu. W obu jednak wypadkach chodziło o tę samą doktrynę, której celem było uzasadnienie absolutnej władzy nad jednostkami, nie tylko od strony materialnej, lecz również duchowej. Władza ta, której efektem było swobodne dysponowanie życiem człowieka oraz lekceważenie codziennych i przyziemnych ludzkich potrzeb, opierała się na propagandzie, głoszącej konieczność poświęcenia ludzi dla ponadczasowych i wzniosłych celów, za te zaś uważano właśnie ludzkość, naród bądź państwo.

Propaganda ta była nad wyraz skuteczna, czego dowodem jest oddanie, z jakim ludzie potrafili bronić swoich więzień: zarówno Francuzi w czasie wojny „narodowej” z końca XVIII wieku, jak i Rosjanie podczas „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Aby być sprawiedliwym, trzeba wszakże pamiętać, że tymi samymi hasłami i tą samą propagandą mobilizowano do boju inne nacje, w tym Polaków w czasie II wojny światowej. Za każdym razem u podstaw leżała ideologia, w myśl której utrata niepodległości państwowej musi oznaczać utratę wolności indywidualnej i możliwości dobrego życia, a zatem wolnym i szczęśliwym można być jedynie w tak zwanym niepodległym państwie.

Tego typu ideologia absolutyzująca niepodległość, zarówno w teorii, jak i w praktyce, była i jest ideologią absolutyzującą państwo. Zakłada ona, że wolność człowieka może realizować się jedynie w obrębie instytucji państwa – zazwyczaj państwa narodowego – dzięki niemu i za jego przyzwoleniem. Wynika stąd, iż poza państwem człowiek nie może być prawdziwie wolny, nie może też prawdziwie realizować siebie. Stąd już tylko krok do uznania, że człowiek jest dla państwa, nie zaś państwo dla człowieka.

Całkowite zawłaszczenie ludzkiej osoby przez państwo stało się tym groźniejsze, że było to państwo nie podlegające żadnej moralności zewnętrznej. Idea niepodległości pierwotnie, w czasach kiedy formułował ją Jean Bodin, oznaczała niepodległość monarchy względem władzy duchownej, a więc papieża. Chodziło o stworzenie takiej doktryny władzy, w której – inaczej niż miało to miejsce na przykład w średniowieczu – państwowy suweren zarówno de facto, jak i de iure będzie całkowicie autonomiczny, a polityka wyzwoli się z ograniczeń, jakie nakładał na nią system moralny, którego symbolem był Kościół powszechny. Władza suwerenna miała być władzą absolutną i jako taka miała również kreować wartości, nie zaś podlegać wartościom wykreowanym przez kogoś innego. Formalnie w ustawach głównych większości państw istniały bądź nadal istnieją odwołania do Boga, ale są to jedynie nic nie znaczące zaklęcia, mające dodać otuchy poddanym. W istocie bowiem nie ma żadnej możliwość moralnego rozliczenia suwerennej władzy politycznej z jej działań, nie istnieje żadna Canossa, do której musieliby udać się rządzący, aby oczyścić się z win. Państwo niepodległe w nowoczesnym sensie to bowiem państwo, które samo określa to, co dobre i złe, jest czymś na podobieństwo nietzscheańskiego nadczłowieka, którego podstawową cechą jest to, że kreuje nowe i własne wartości.

Ideologia niepodległości, podobnie jak ideologia egalitaryzmu czy humanizmu, stanowi element współczesnego systemu niewolniczego, a jej głównym zadaniem jest uzasadnienie możliwości sprawowania absolutnej władzy nad pewnymi ludźmi przez innych ludzi, którzy występują jako reprezentanci narodu, państwa bądź, w skrajnym wypadku, ludzkości. Aby wymóc posłuszeństwo i w zarodku zdusić bunt – który naturalnie rodzi się w człowieku zmuszanym do postępowania przeciwko własnemu dobru i życiu – ideologię tę opakowuje się w patetyczne hasła, mówiące o konieczności poświęcenia prywatnych i partykularnych interesów w imię wyższego i abstrakcyjnego dobra, takiego jak dobro narodu, ludzkości czy niepodległość państwa (która jest po prostu synonimem jego dobra).  Przewrotne w tym wszystkim jest to, że hasła owe w istocie głoszone są dla prywatnych i partykularnych korzyści, które umiejętnie skrywane są przez propagandę, dodatkowo piętnującą naturalny egoizm i troskę o siebie jako postawy moralnie naganne.

Ideologia państwa absolutnego pieczołowicie tworzy i kultywuje mity o bohaterach dokonujących poświęceń dla dobra pewnego „ogółu”, które wpajane niewolnikom od dziecka, w szkołach, w sferze kultury popularnej i wysokiej, mają zapewnić ich posłuszeństwo. Tak tresowany człowiek staje się bezbronny wobec szantażu „niepodległością” niczym pies Pawłowa wobec dzwonka. Automatycznie musi uznawać niepodległość za dobro absolutne, w innym bowiem wypadku czeka go ostracyzm – i to nie tylko ze strony osób przynależących do prawicy, ale też sympatyków lewicy. Widać to zwłaszcza w Polsce, gdzie duża część tzw. środowisk niepodległościowych za swojego patrona ma Józefa Piłsudskiego, polityka pod każdym względem socjalistycznego, którego obóz otwarcie dążył do absolutyzacji państwa kosztem wolności i dobra poszczególnych jego mieszkańców. W pewnym więc sensie, przynajmniej na poziomie ideologii, PRL był kontynuacją przedwojennych rządów sanacji, niezależnie od oficjalnego ich potępienia.

(...)

Robert Tumski

Wyświetlony 473 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.