środa, 26 czerwiec 2019 14:23

Seksedukacja jako narzędzie budowy Nowego Wspaniałego Świata

Napisała

Nikt nie może mieć wątpliwości, że promowanie przez różne oficjalne ośrodki propagandowe nie tylko genderyzmu, ale szeroko rozumianej edukacji seksualnej, służy daleko idącym politycznym celom i bynajmniej nie chodzi o zwiększenie wolności obywateli.

 

Jeśli przyjrzymy się bliżej tejże propagandzie, szybko dostrzeżemy, że robiona jest ona według tych samych wytycznych, niezależnie od tego, czy na jej konkretne przejawy natrafimy w Polsce, Niemczech czy USA. Bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z częścią szerzej zakrojonego projektu, który zmierza do konkretnego celu. Jeśli chcemy się temu przeciwstawić, musimy dobrze zrozumieć, o jaki cel chodzi.

Odnalezienie tego celu nie jest specjalnie trudnym zadaniem, gdyż został on opisany wprost w antyutopii Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat. Powieść ta przez niektórych przedstawiana jest jako ostrzeżenie przed totalitaryzmem, ale nie można wykluczyć, że rację mają ci, którzy uważają, iż jest dokładnie odwrotnie. Huxley, który był związany z różnymi wpływowymi kręgami, miał rzekomo przedstawić w niej projekt, który miał być powoli wdrażany w życie. Nie będziemy rozstrzygać tej kwestii, ale bez wątpienia, jego wizja była bardzo prorocza…

Orgia-porgia i Republika Świata

W swojej powiastce Huxley kreśli obraz społeczeństwa przyszłości, które coraz bardziej przypomina nam świat, który możemy oglądać na własne oczy. Jest to wizja Republiki Świata, w której panuje idealna kontrola nad jego mieszkańcami. Podstawowe hasła tegoż społeczeństwa zostały wyryte nad głównym wejściem do Ośrodku Rozrodu i Warunkowania w Londynie Centralnym i są to: Wspólność, Identyczność, Stabilność. Wyrazem idei Wspólności jest zasada: „każdy jest dla każdego”. Idea Identyczności zakłada ujednolicenie upodobań i poglądów mieszkańców, natomiast idea Stabilności, która wypływa z dwóch poprzednich, oznacza konieczność ciągłej kontroli i zwalczania zachowań odbiegających od przyjętych norm.

Podstawą stworzenia takiego społeczeństwa jest przejęcie przez państwo totalnej kontroli nad sferą reprodukcji społecznej. Dlatego też Huxley kreśli ideę wspomnianego Ośrodka Rozrodu i Warunkowania, który ma zastąpić naturalną rozrodczość i wychowanie nowych pokoleń w środowisku rodzinnym. Już na samym początku Nowego Wspaniałego Świata pojawia się opis laboratorium, będącego działem zapładniania Ośrodka. Czytamy tam o trzystu zapładniaczach, pochylającymi się nad ponumerowanymi probówkami. Padają słowa o standaryzacji mężczyzn i kobiet jako podstawowym czynniku stabilności społecznej. Płodność przedstawiona jest jako li tylko kłopot, nad którym trzeba w pełni zapanować.

Ośrodek zajmuje się nie tylko rozrodem, lecz także i warunkowaniem. Już na tym etapie ludzkość dzielona jest na kilka kast, a każdej kaście przypisane są określone zadania. Ludziom przypisanym do tych niższych, na etapie życia w probówce zaniża się poziom intelektualny poprzez dostarczanie mniejszej ilości tlenu (czyż nie przypomina to niszczenia młodych pokoleń poprzez uzależnianie ich od elektroniki, przez co młodzi pozbawieni są ruchu, a tym samym – są po prostu niedotlenieni?). Jednych warunkuje się do pracy w tropikach, a innych do pracy w chłodnej okolicy. I jak wyjaśnia jeden z bohaterów powiastki: „to jest cała tajemnica szczęścia i cnoty. Lubić to, co się musi robić. Wszelkie warunkowanie zmierza do jednej rzeczy: do sprawienia, by ludzie polubili swe nieuniknione przeznaczenie społeczne”.

A jak wygląda stosunek mieszkańców Republiki Świata do instytucji rodziny? Zacytujmy słowa samego Huxleya: „A „rodzice”? – pytał dyrektor RiW. Zapadło niepewne milczenie. Kilku chłopców zarumieniło się. Nie nauczyli się jeszcze dostrzegać znaczącej, ale często nader subtelnej różnicy między wiedzą czystą, a niezbyt czystą. Jeden z nich odważył się w końcu unieść rękę. – Ludzie byli dawniej… – zawahał się; rumieniec oblał jego twarz. – No więc, oni byli żyworodni. (…) – A gdy dzieci zostały wybutlowane… – Urodzone – poprawił dyrektor. – No, to wtedy oni byli rodzicami… to znaczy nie dzieci, tylko tamci drudzy – biedny chłopiec ze zmieszania tracił głowę. – Krótko mówiąc – podsumował dyrektor – rodzice to ojciec i matka. (…) – Matka – powtórzył głośno, wpajając im tę wiedzę, potem, odchylając się w fotelu, stwierdził z powagą: Są to nieprzyjemne fakty, wiem. Jednakże większość faktów historycznych jest nieprzyjemna”.

Obrzydzanie instytucji rodziny było realizowanie poprzez przedstawianie obrazu domu rodzinnego jako ciasnego miejsca, gęsto zaludnionego przez mężczyznę, kobietę rodzącą co pewien czas oraz przez tabun chłopców i dziewcząt w różnym wieku, w którym panował brak powietrza, mrok, choroby i smród. Przedstawiano liczne zagrożenia spowodowane życiem rodzinnym. Świat pełen ojców to świat pełen marności; pełen matek – to znaczy pełen wszelkiego rodzaju zboczeń, od sadyzmu po czystość płciową; pełen braci, wujków, ciotek – czyli pełen szaleństwa i samobójstw.

Kasata rodziny w społeczeństwie przyszłości ma nie tylko służyć zapanowaniu nad rozrodczością, ale przede wszystkim nad całym procesem socjalizacji człowieka. W naturalnym społeczeństwie rodzice przekazują dzieciom swoje własne poglądy, zamiłowania, antypatie, umiejętności, co sprawia, że ludzie są – z punktu widzenia budowniczych Nowego Porządku – zbyt niesforni i zróżnicowani. Jak czytamy w powieści, w „owych czasach ordynarnej rozrodczości żyworodnej dzieci wychowywali rodzicie, nie zaś państwowe ośrodki warunkowania”. A jak już się dowiedzieliśmy, człowiek, by był szczęśliwy, ma być warunkowany, tak by polubił swe nieuniknione przeznaczenie społeczne…

Zniesienie żyworodności nie oznacza bynajmniej zniesienia seksualności. Wręcz przeciwnie – w opisywanym społeczeństwie panuje prawdziwy permisywizm, zgodnie z podaną już zasadą „każdy jest dla każdego”. Seks to używka, obok somy, czyli narkotyku, na którego używanie wszyscy są warunkowani. Seks i narkotyki mają uśmierzać ewentualne niepokoje, zgodnie z maksymą: „Gdy jednostka czuje, wspólnota szwankuje”.

Miłość jest zakazana, natomiast propaguje się przelotny seks bez zobowiązań. I to także już na etapie „warunkowania”: dzieci uczone są „bawienia się” z sobą. Jak wyjaśnia cytowany już dyrektor RiW: „– To, co teraz wam powiem, może brzmieć niewiarygodnie. (…) Przez bardzo długi okres przed narodzinami Pana Naszego Forda, a nawet przez szereg pokoleń później, dziecięce gry erotyczne uważano za nienormalne (ryk śmiechu); nie tylko nawet za nienormalne – wręcz za niemoralne (nie może być); dlatego surowo je tępiono. Na twarzach słuchaczy pojawił się wyraz niedowierzania. Nie pozwalano się bawić biednym dzieciakom? Nie mogli uwierzyć. (…) Na nic? – Zwykle aż do dwudziestego roku życia. (…) – Skutki były straszne”. Popęd zahamowany wylewa, a powódź to uczucia, to namiętność, to nawet szaleństwo, które jest nie do pogodzenia z realizacją stabilności społecznej.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 1493 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.