piątek, 11 październik 2019 18:17

Polska bije w wojenne bębny - o amerykańskiej "zmowie z Rosją" i polskiej racji stanu - z Jamesem Jatrasem rozmawia Michał Krupa

Napisał

Idea, że Polska może w jakiś sposób stać się wielką amerykańską bazą i tym samym przodować w szturchaniu rosyjskiego niedźwiedzia w oko, albowiem „Wujek Sam nas obroni”, jest dość niebezpiecznym pomysłem.

 Jim, może zaczniemy od wprowadzenia w temat od Twojej pracy w Departamencie Stanu, Twojego pochodzenia i czym zaj-mowałeś w przeszłości, służąc swojemu krajowi.


W wielkim skrócie: mój ojciec jest emerytowanym pilotem bojowym, służył w US Air Force. Moja rodzina ma greckie korzenie. Wychowałem się i dorastałem w Niemczech i wielu miejscach w Stanach Zjednoczo-nych. Bitburg w Niemczech to moje miasto rodzinne. Przebywałem rów-nież w Atenach, gdzie uczęszczałem do liceum. Po ukończeniu studiów prawniczych wstąpiłem do służby dyplomatycznej. Pracowałem w biurze ds. sowieckich oraz w biurze podsekretarza stanu ds. politycznych, szczególnie na antenie radiowej, w Głosie Ameryki, Radio Korea, Radio Liberty. Następ-nie pracowałem na Kapitolu przez około 18 lat jako doradca ds. polityki zagranicznej liderów republikanów w Senacie. W następnych latach praco-wałem dla kilku kancelarii prawniczych oraz ich wydziałów lobbystycznych. Pracuję już nieco mniej aktywnie: jako analityk i komentator telewizyjny, a także obserwator polityki międzynarodowej.


A zatem, powodem, dla którego przeprowadzamy ten wy-wiad w Opcja TV, jest fakt, że nasze wydawnictwo, tutaj w Polsce, jest być może jedynym wydawnictwem, które wydaje niepopraw-ne politycznie książki, dotyczące tak zwanej nowej zimnej wojny. I jednym z takich gorących tematów w tej nowej zimnej wojnie są zarzuty związane z aferą Russiagate przeciwko prezydentowi Trumpowi. Wydaliśmy w ubiegłym roku książkę autorstwa Dana Kovalika na temat Rosji (Rosja jako kozioł ofiarny), w której omawia te wszystkie zarzuty stawiane Trumpowi przez rożne agencje wywiadowcze. Z Twojej perspektywy, mając na uwadze zakończone śledztwo specjalnego prokuratora Roberta Muellera i po jego przesłuchaniach w Kongresie, co dzisiaj wiemy z całkowitą pewnością w kwestii Russiagate?


Uważam, że obecnie wiemy na pewno, iż od początku nie było problemu „zmowy z Rosją” i tego, że Rosja „zhakowała” nasze wybory prezydenckie, które, co warto wspomnieć, są traktowane jak dogmaty zarówno przez repu-blikanów, jak i demokratów. Tutaj mamy do czynienia z dwoma elementami i dlatego szkoda, że nie ma dzisiaj z nami Billa Binney’a, ponieważ twierdzi się, że Komitet Narodowy Partii Demokratycznej został „zhakowany” przez Rosjan i te e-maile zostały przekazane Wikileaks, a następnie rozsiane po świecie, aby zdyskredytować Hillary Clinton. Poza tym, że wszystko w tych e-mailach było prawdą: mianowicie, że Komitet Narodowy Partii Demokra-tycznej (DNC) ingerował, aby powstrzymać senatora Berniego Andersa. Nie ma żadnych dowodów na to, że Rosjanie „zhakowali” DNC, a jednocześnie jest wiele technicznych dowodów, jak wykazuje Binney, np. prędkość po-bierania, które wskazują, że to nie mógł być zewnętrzny atak hakerski, lecz wewnętrzne pobranie tych e-maili.
Oczywiście, gdy tylko o tym mowa, to zaczynają się oskarżenia o teorie spiskowe, również na temat śmierci Setha Richa. Ja nie jestem w stanie powiedzieć, kto za tym stoi lub nie, ale sądzę, że ekspertyza Binney’a jest wystarczająco mocna. A propos, on sam spotkał się z Pompeo, gdy ten był dyrektorem CIA [na wniosek prezydenta Trumpa]. Wysłuchał Binney’a i oczywiście wszyst-ko zignorował, ponieważ sam Pompeo jest częścią problemu. Tak więc e-maile z DNC były jednym z elementów Russiagate. Drugim elementem jest ta niedorzeczna operacja clickbaitowa z Sankt Pe-tersburga, przeprowadzona przez Internet Research Agency, która podobno umieszczała reklamy poli-tyczne w internecie, aby skłócić Amerykanów. Kon-trowersyjne reklamy, np. Jezus siłujący się na ręce z Hillary Clinton, tego typu sprawy. I jeśli przyjrzymy się bliżej, to okazuje się, że ludzie zwyczajnie zara-biali na tych reklamach. Pieniądze, jakie wydano na te reklamy, są niczym w porównaniu z ilością wydawanych w trakcie naszych wyborów. Niektóre z tych reklam zresztą pojawiły się już po wyborach. Ja nie twierdzę, że Rosjanie, Amerykanie, Izraelczycy, Irańczycy, czy Chińczycy nie prowadzą operacji cybernetycznych przeciw-ko sobie w celu sondowania, zaszkodzenia, gromadzenia informacji. Akt oskarżenia Muellera przeciwko 13 agentom GRU, za którymi rzekomo stoją jakieś dowody, jest absurdem. Czy mamy przez to rozumieć, że Rosjanie mogą oskarżyć pracowników NSA [Narodowej Agencji Bezpieczeństa], którzy trudzą się „hakowaniem” rosyjskich systemów, a także chińskich i irańskich. To po prostu jeden z aspektów nowoczesnego świata.
Gdy idzie o kwestię tzw. ingerencji w wybory, nikt nam Amerykanom nie dorasta do pięt. My ingerujemy we wszystkich wyborach. Czynimy to jawnie i niejawnie. To jest dopiero przypadek, gdy przygarnia kocioł garnkowi, czyli gdy my oskarżamy Rosjan lub kogokolwiek innego o ingerowanie w nasze wy-bory. Oczywiście, wiele krajów ingeruje w nasze wybory, przede wszystkim Izrael, ale również Saudyjczycy i Zjednoczone Emiraty Arabskie i wiele innych krajów na różne sposoby, najczęściej przez rozdawanie sporej ilości pieniędzy w Waszyngtonie. Jakoś nikt na ten stan rzeczy nie narzeka.
Czyli zasadniczo to wszystko sprowadza się do dwóch elementów: Russiagate to od początku była mistyfikacja, ale tak naprawdę tym, co leżało jej podstaw, to – choć wielu stroni od tego pojęcia – jest tzw. Deep State [Głębokie Państwo] i jego niezadowolenie z powodu tego „pomarańczowego Hitlera”, Donalda Trumpa, który został wybrany przez te paskudne osoby zamieszkujące środkowe stany kraju. I należało coś z tym zrobić. I drugim elementem tego były jego słowa, gdy mówił, że chciał mieć dobre relacje z Rosją, chciał zmienić naszą katastrofalną politykę handlową, chciał coś zrobić z naszymi otwartymi granicami. To dla Głębokiego Państwa było anatemą, a nawet dla większości republikanów. Więc dlatego funkcjonuje taka właśnie narracja.

Rozumiem. W tej sprawie jest wiele pomniejszych historii, które zasadniczo nie przebijają się do mediów wschodnioeuropej-skich. Niestety, nawet w naszych mediach rządowych, choć może powinienem powiedzieć, że tam przede wszystkim to się nie przebi-ja, ale nawet w naszych prywatnych mediach. Na przykład, dwa lata temu „Politico” opublikował obszerny artykuł ukraińskiej ingerencji w wyborach prezy-denckich w USA i o bardzo znanej działaczce Partii Demokratycznej, Aleksandrze Chałupie. Te informacje nie są znane w Polsce. I tak na przykład, gdy generał Flynn spotkał się przed in-auguracją Trumpa z rosyjskim ambasadorem [w Waszyngtonie], zrobił to po to, aby wyświadczyć przysługę Izraelowi. I o tym też się nie mówi, lecz ciągle bombarduje się nas – szczególnie po tej stronie starego Muru Berlińskiego – Ro-sją, Rosją i jeszcze raz Rosją, a o tych innych sprawach zwyczajnie się nie mówi. Jak sądzisz, dlaczego tak trudno przychodzi niektórym mó-wienie o innych krajach lub podmiotach, które mogły dokonać ingerencji w amerykańskie wy-bory, dlaczego chcą mówić wyłącznie o Rosji?

Cóż, dlatego, że te kraje właśnie mają duży wpływ. Izraelczycy oczywiście tutaj przodują. Ukraina ma specjalne miejsce wśród establishmentu z powodu ofensywy w strefę bezpieczeństwa Rosji, której naruszenie pogarsza położenie tego kraju, porównywalnej do postawy Chin na Morzu Południowochińskim lub w prowincji Xingjiang, gdzie, jak sądzę, podburzamy Ujgurów. Więc jeśli chcesz drażnić Rosję, Ukraina doskonale się do tego nadaje. Więc to nadaje [Ukraińcom] specjalny status w Waszyngtonie, co pozwala im na wiele, gdyż wszyscy nienawidzą Rosji i kochają Ukrainę, ponieważ takie jest tutejsze nastawienie.
Wracając do szerszego kontekstu i pytania, dlaczego ta rusofobia istnie-je. Byłem naiwny w 1991 roku, gdy zakończyła się pierwsza zimna wojna i gdy skończył się ten cały absurd zwany komunizmem, byłem naiwny licząc na powstanie czegoś w rodzaju sytuacji sprzed 1914 roku, z normalnymi, nieideologicznymi państwami. Nie przyszło mi do głowy, że to my staniemy się nowym Związkiem Radzieckim, nowym ideologicznym mocarstwem, z globalną ambicją narzucenia jednego modelu. I że takie państwa, jak Rosja, jak Chiny, albo nawet jak Iran – nie lubię ich ideologii, oczywiście, islamskiej ideologii – ale państwa, które realizują ograniczone interesy narodowe, staną się zasadniczy wrogiem, który musi zostać zniszczony, jeśli nie podporządkuje się dyktatowi Waszyngtonu, jeśli nie zgodzi się na bycie państwem satelickim. I oczywiście Rosja była takim państwem sate-lickim w latach 90. I z naszego amerykańskiego punktu widzenia, to była Rosja, z którą mogliśmy żyć.
Więc jedyne rozwiązanie, jakie nam pozostaje, to strategia zmiany re-żimu, którą wykorzystano przeciwko innym krajom, próba ich destabili-zacji, zniszczenie ich gospodarki i przeprowadzenie kolorowych rewolucji, aby w ostateczności dany rząd obalić. I z tym mieliśmy do czynienia w nie-jednym kraju i sądzę, że obserwujemy to obecnie w Hong Kongu. Ale jest też inny ciekawy aspekt. Jeśli ktoś pamięta pierwszą zimną wojnę, lewi-ca w USA i sądzę, że w Europie również, nie tyle była prosowiecka, ile poprostu bardziej łagodna w stosunku do Sowietów. Nie lubimy ich metod, są Rosjanami, więc z definicji wszystko, co robią, jest złe, ale przynajmniej mają postępową ideologię, łączą nas z nimi pewne wspólne cele. Było nawet takie powiedzenie w latach 40., że Sowieci to po prostu zwolennicy New Deal, którym się spieszy. Chcą tam dotrzeć szybciej.
I gdy to wszystko skończyło się, w Rosji powstało w zasadzie państwo naro-dowe, które opiera się raczej na konserwatywnym obyczajowo modelu rozwoju, szczególnie w kwestii odrodzenia się Cerkwi (w tym miejscu, paradoksalnie, Polska i Rosja mają wiele wspólnego). To jeden z powodów, dla których kraje te są w sporze z zachodnim establishmentem – laickim, profeministycznym, prohomoseksualnym, proimigranckim – wraz z innymi państwami bloku komunistycznego, które są o wiele bardziej tradycyjne i, śmiem twierdzić, bardziej chrześcijańskie. To sprawia, że stają się celem dla zachodnich elit, a w szczególności dla lewicy. Nie jest przypadkiem, że największa antyrosyjska histeria w Ameryce dokonuje się na intelektualnej lewicy, która była pobłażli-wa wobec Sowietów w czasach, gdy komuniści rządzili w Moskwie.


Paradoks historii. Kolejna książka, którą udało nam się prz-łożyć na język ojczysty i która zyskała na znaczącej popularno-ści, to książka Ukraińska szachownica napisana przez autorów z Kalifornii. I zasadniczo, gdy mowa o Ukrainie i o protestach na Majdanie w 2013/14 w kontekście teorii geopolitycznej Zbignie-wa Brzezińskiego, czy sądzisz, że mieliśmy do czynienia bardziej z postępem neokonserwatyzmu czy raczej z agendą geopolityczną Brzezińskiego, a może było to połączenie obu nurtów? Czysto ideologiczne pytanie – jak uważasz?


Sądzę, że jest to połączenie obu ideologii. Posłużyłbym się tutaj porównaniem ze Związkiem Sowieckim i komunizmem. Z jednej strony, ideologia komunistyczna była funkcjonalną ideologią państwa, była w jego DNA, nadawała reżimowi legitymację. I dlatego, w przeciwieństwie do imperium ro-syjskiego, ZSRR był zainteresowany przeprowadzaniem rewolucji w takich krajach, jak Angola, Mozambik i na całym świecie, gdyż jedyna słuszna doktryna nakazywała im wspieranie ruchów wyzwolenia narodowego. Ale to również odbywało się w kontekście położenia ZSRR jako wielkiej euro-azjatyckiej siły lądowej. I widzimy jak to pokrywa się z amerykańską poli-tyką, gdzie geograficznie jesteśmy odpowiednikiem orwellowskiej Oceanii: my jesteśmy potęgą morską i kierujemy naszą siłę w stronę Heartlandu, który w większości jest Rosją i w jakiejś mierze Chinami. Ale to również pasuje do tej postchrześcijańskiej, postmodernistycznej, nihilistycznej – nie chcę tego nazywać moralnością – amoralności, która wzbudza ideologiczny zapał zachodnich elit w taki sam sposób, jak walka klas i nacjonalizacja środków produkcji podsycała ideologiczną wrogość ze strony komunistów.

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 254 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.