piątek, 11 październik 2019 18:53

Państwo w perspektywie globalizacji

Napisał

Doświadczenie poznawcze pokazuje, że interpretacje procesów globalizacyjnych wywołują ogromne emocje, są przedmiotem ożywionych polemik między specjalistami, stają się argumentem w dyskursie politycznym oraz powodem sprzeciwu tych, którzy postrzegają globalizację jako zagrożenie dla swojej tożsamości czy suwerenności. Niejednoznaczność pojęcia globalizacji, empiryczna rozciągliwość i brak precyzji są powodem demonstracji i zamętu poznawczego.

Kłopoty pojęciowe

 

            Dla przypomnienia, jednym z pierwszych określeń globalizacji było kojarzenie jej z internacjonalizacją i narastającymi współzależnościami. Pisano o procesach zagęszczania się oddziaływań w skali światowej, zarówno między państwami, jak i aktorami niepaństwowymi. Globalizację traktowano jako wynik liberalizacji, czyli usuwania przez państwa urzędowo ustanowionych barier i ograniczeń w swobodnym przemieszczaniu się zasobów między państwami. Intensyfikacji procesów globalizacyjnych sprzyja redukcja bądź likwidacja barier handlowych, ograniczeń w wymianie walutowej, kontroli przepływu kapitału, a także ludzi, dzięki otwartości granic i modyfikacjom reżimów wizowych.

            Globalizację zrównywano też z uniwersalizacją, rozumianą jako planetarna synteza (synchronizacja, standaryzacja i homogenizacja) kultur, rozchodzenie się rozmaitych zjawisk, wzorców czy doświadczeń we wszystkich zakątkach świata. Zjawiska te prowadzą do ogólnoświatowej konwergencji bądź dyfuzji w kulturze, gospodarce, prawie i polityce. Nie brakowało oczywiście poglądów odwrotnych, że globalizacja może wręcz wspierać różnorodność, odrodzenie i innowacje w kulturze.

            Z uniwersalizacją wiąże się traktowanie globalizacji jako westernizacji, czy modernizacji na modłę amerykańską. Globalizacja pojmowana jako „hegemoniczny dyskurs” służy jedynie maskowaniu daleko idącego podporządkowania Zachodowi – w tym przede wszystkim USA – całej reszty świata (imperializm kulturowy).

            Ostatecznie należy się zgodzić, że pojęcie globalizacji ma charakter polisemantyczny (wieloznaczeniowy) i będzie definiowane ciągle i od nowa tak długo, jak długo te procesy będą dynamizować życie społeczeństw tak w wymiarze wewnątrzpaństwowym, jak i międzynarodowym. Spośród krytyków warto przywołać Pierre’a Bourdieu, francuskiego socjologa, antropologa i filozofa, który wskazywał, że jest to praktyczne „opakowanie skutków działania imperializmu amerykańskiego w przywileje kulturowego ekumenizmu bądź fatalizmu ekonomicznego i sprawienie, by ponadnarodowe stosunki władzy gospodarczej jawiły się jako naturalna konieczność”.

Pierre’a Bourdieu: globalizacja to „opakowanie skutków działania imperializmu amerykańskiego w przywileje kulturowego ekumenizmu bądź fatalizmu ekonomicznego i sprawienie, by ponadnarodowe stosunki władzy gospodarczej jawiły się jako naturalna konieczność”.

Bardziej neutralny światopoglądowo jest przekaz Patricka Artusa i Marie-Paule Virard, z książki Wielki kryzys globalizacji, którzy piszą: „W rzeczywistości globalizacja jest gigantyczną maszynerią odbierającą dochód jednym, by rozdzielić go wśród innych, odciskającą swe piętno na modelach gospodarczych, poziomie życia, nierównościach, ale również na środowisku naturalnym, międzynarodowym systemie walutowym i, in fine, na demokracji (...). Globalizacja jest zarazem maszynerią generującą nierówności, które niszczą tkankę społeczną i zaostrzają tendencje protekcjonistyczne, w zastraszającym tempie pochłania ona zasoby surowców rzadkich, sprzyja grabieżczej polityce wobec środowiska naturalnego, przyspiesza ocieplenie klimatyczne i generuje wszelkie anomalie przyrodnicze; to również laboratorium do testowania nadużyć kapitalizmu finansowego, silnik samozapłonowy dla międzynarodowego systemu walutowego i wirnik, który może rozsadzić Europę (i Amerykę) od środka”.

 

Bilans globalizacji

 

Ten cytat pozwala przejść do krótkiego bilansu globalizacji. Przez lata także w Polsce starano się – ulegając urokowi neoliberalizmu – pokazywać pozytywne skutki tych procesów. Zauroczona polonoliberaliozą (Rafał Woś) pod wpływem sukcesów transformacji, jakich rzekomo nie było w Polsce od czasów Mieszka I, większość badaczy raczej legitymizowała istniejący ład społeczny, zamiast szukać przyczyn jego zawodności. Zapanowała „aksjologia bezalternatywnego liberalnego kapitalizmu w gorsecie reguł z Waszyngtonu”. Brakowało pytań, jaki kapitalizm i jaka demokracja służy racjonalności ogólnospołecznej i planetarnej; jak godzić efektywność gospodarki i bezpieczeństwo socjalne ludzi, wolność gospodarowania i trwały rozwój, wolność wyboru konsumenta i funkcjonalne wymagania życia zbiorowego – na ograniczonej parametrami biologicznymi planecie. Wiele pytań odnieść można także do ładu międzynarodowego, problemów wojny i pokoju, wspólnego bezpieczeństwa, rozbrojenia, otwarcia na dialog itd.

Globalny kryzys ekonomiczny (2007+) obnażył wady i słabości „wolnego rynku”, a jednocześnie przywrócił wiarę w instytucje państwa, jego siłę korygującą względem gospodarki. Jak pisze jeden ze znawców, Tadeusz Klementewicz, kapitalistyczna gospodarka-świat po trzech dekadach karnawału neoliberalnej globalizacji weszła w stadium stagnacji. W książce Stawka większa niż rynek. U źródeł stagnacji kapitalizmu bez granic autor ten konstatuje dramatycznie: „Bilans neoliberalnej globalizacji to mniej niż zero. Obecnie bowiem mamy do czynienia z cofnięciem rozwojowym. Bo jak interpretować te dane: spadek udziału realnych płac w PKB, wzrost o 40% różnicy między 10% najbogatszych i 10% najbiedniejszych, rolnictwo zatrudnia w państwach centrum 5% ludzi, zaledwie 20% pracuje w przemyśle, trwa prekaryzacja zatrudnienia (wzrost niepewności pracy), a dyplomy wyższej uczelni nie zapewniają już pracy. I dalej, globalizacja obejmuje tylko 20-25% ludności świata, pozostała część ulega dalszej marginalizacji. Co więcej, tylko ok. 2 mld ludności świata może sobie pozwolić na zakup towarów i usług na rynku światowym, czyli zasługuje na tytuł obywatela. (...) Będący w kręgu współpracowników Banku Światowego Branco Milanovic podaje, że w dalszym ciągu dochody 1,75% najbogatszych przekraczają dochody 77% najbiedniejszych. Nadal też poziom dochodu jednostki w 80% wyjaśnia miejsce urodzenia (kraj), klasa społeczna rodziny i biologiczne determinanty osobniczego losu, jak płeć czy kolor skóry. Dlatego najbiedniejszy Duńczyk jest bogatszy niż 82% światowej populacji, w tym także od na przykład najbogatszego mieszkańca Ugandy czy Tanzanii”.

Tadeusz Klementewicz: „Bilans neoliberalnej globalizacji to mniej niż zero. Obecnie bowiem mamy do czynienia z cofnięciem rozwojowym. Bo jak interpretować te dane: spadek udziału realnych płac w PKB, wzrost o 40% różnicy między 10% najbogatszych i 10% najbiedniejszych, rolnictwo zatrudnia w państwach centrum 5% ludzi, zaledwie 20% pracuje w przemyśle”.

            Internacjonalizacja gospodarek pociągnęła za sobą umiędzynarodowienie, czy też „uświatowienie” kryzysów finansowych. Ich katastrofalne skutki spowodowały „kryzys ideologii neoliberalnej”, której szermierze nie tylko usiłowali w ciągu kilku ostatnich dekad nadać jej absolutny i uniwersalny charakter (tak jak czyniono to z ideologią komunistyczną w wydaniu marksistowsko-leninowskim), ale przede wszystkim zainfekowali umysły wielu naiwnych ludzi na świecie, że oto nadchodzi era wiecznej szczęśliwości we wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności. To prawda, że globalny kapitalizm (turbokapitalizm) przekroczył granice państw, a nawet ugrupowań integracyjnych, ale to nie oznacza, że osławiona neoliberalna geoekonomia zlikwidowała problemy strukturalnego bezrobocia, czy dysproporcji rozwojowych między regionami świata. Okazało się, że w neoliberalnych hasłach o prymacie wolnego rynku było nie tylko wiele uproszczeń i zwyczajnego chciejstwa, ale także błędów w pojmowaniu zjawisk społecznych i mechanizmów ekonomicznych. Pociągało to za sobą niezrozumienie dynamiki oraz roli i znaczenia współczesnej instytucji państwa.

Jak twierdzi Joachim Osiński, typowe dla argumentacji neoliberalnej było „uogólnianie korzystnych z punktu widzenia ideologii zdarzeń czy procesów i traktowanie ich jako uniwersalnych” (Państwo w warunkach globalnego kryzysu ekonomicznego. Przyczynek do teorii państwa). Wielu procesom przypisano „obiektywny” charakter (co przypomina dawne aksjomaty ideologiczne), wskazując na swoisty determinizm globalizacyjny. Do haseł o wolnym rynku dorzucano ideę praw i wolności człowieka, solidarności i demokracji. Mało kto zastanawiał się, że wartości te są stopniowalne (relatywne) i w wielu miejscach na świecie nieosiągalne (więcej państw na świecie praktykuje ustroje demokratyczne niż demokratyczne). Ponadto wartości te nie są warunkowane wyłącznie ekonomią i pieniądzem. Opisowi rzeczywistości towarzyszyła neoliberalna nowomowa, np. kapitał ludzki, pracodawca, pracobiorca, sieci, polityka rynku pracy, wykluczenie, zero tolerancji, wielokulturowość, wschodzące rynki i in. Znikły natomiast takie kategorie, jak klasy, wyzysk, grabież, dominacja, nierówności. Mamy do czynienia z iście orwellowskim odwracaniem znaczenia terminów dotychczas stosowanych oraz zamazywaniem, zacieraniem czy relatywizowaniem ich sensu.

            Apologia dominacji wolnego rynku doprowadziła do ukrycia dwu istotnych zjawisk: 1) zmonopolizowania zarządzania olbrzymimi zasobami (kapitałem) przez zdecydowaną mniejszość oraz 2) centralizacji i koncentracji kapitału, powodującej obejmowanie większości gałęzi współczesnej gospodarki przez oligopole. „W związku z tym – pisze Joachim Osiński – wszelka apologetyka wolnego rynku opartego na konkurencji, dokonywana zarówno przez polityków, publicystów, jak i przez przedstawicieli środowiska akademickiego, może być traktowana współcześnie jedynie jako działanie wynikające z braku wiedzy lub świadomego cynizmu”.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 284 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.