piątek, 11 październik 2019 20:56

Diagnostyka społeczno-polityczna

Napisał

W polskiej publicystyce politycznej stale powtarza się jeden temat: co zrobić, aby było lepiej. Publicyści prawicowi i lewicowi, zależni i niezależni, umiarkowani i radykalni, starzy i młodzi, z niegasnącym zapałem i głęboką troską mielą temat naprawy Rzeczpospolitej, a ponieważ trwa to już dobrych kilka stuleci, można uznać, że mamy tu do czynienia z rozległym zespołem obsesyjno-kompulsywnym, który dotknął cały naród.

Podejście takie opiera się na założeniu, że może być lepiej, pod warunkiem, że spełnione zostaną takie bądź inne warunki. Jedni mówią o konieczności powrotu do tradycji i umocnieniu religii, inni o ich zniszczeniu i legalizacji związków sodomickich, jeszcze inni o kompletnym uwolnieniu rynku bądź jego zamknięciu, są też tacy, którzy domagają się sojuszu z Niemcami, inni zaś wolą przyjaźń z USA albo Rosją. Nie ma w zasadzie poglądu, który nie byłby przedstawiany jako argument za tym, że jego urzeczywistnienie „naprawi” ten kraj i sprawi, że będzie lepiej, a nie gorzej, niż jest.

W samej chęci poprawy losu swojego i bliźnich nie ma nic złego, o ile jest to chęć szczera i bezinteresowna, a w wypadku publicystów politycznych najpewniej tak jest – cóż bowiem oni z tego mają? Problem polega raczej na tym, że cała ta batalia naprawcza, która stała się jednym z ulubionych sportów narodowych Polaków, w gruncie rzeczy nie zawiera żadnej pozytywnej informacji oprócz wyrazu prostej emocji: „jest nam źle, zróbmy coś”. Sprowadza się to często do utyskiwania czy nawet zrzędzenia przeplatanego marzycielskimi rojeniami i znachorskimi receptami, a wszystko to podane w sosie geopolitycznego albo historiozoficznego żargonu, za pomocą którego próbuje się uwieść czytelnika swoją rzekomą znajomością tematu, podobnie jak czynią to czarnoksiężnicy nauk społecznych. W istocie jednak owe opowieści nie niosą z sobą pozytywnego przekazu z powodu przyjęcia błędnego założenia, że „może być lepiej” i mechanicystycznego podejścia do polityki, w myśl którego państwo jest czymś takim, jak zegar czy traktor, co można „naprawić”. Pomijając tę ostatnią kwestię, głównym jednak problemem jest zafiksowanie się na owym „może”.

Polityka i futurologia

W książce Nędza historycyzmu Karl R. Popper, próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie jest możliwe przewidywanie przyszłości, użył takiego oto argumentu. Otóż bieg historii zależny jest od rozwoju wiedzy, w tym od opartych na nim wynalazków technicznych, chcąc więc poznać przyszły bieg dziejów, należałoby najpierw przewidzieć, co będziemy w przyszłości wiedzieć i jakie zostaną dokonane wynalazki, gdybyśmy jednak byli w stanie dziś przewidzieć nową wiedzę i nowe wynalazki, to wynaleźlibyśmy je już teraz. Tak mniej więcej wygląda to rozumowanie, a jego celem jest nie tylko wykazanie niemożliwości teoretycznej futurologii, ale również zwrócenie uwagi na jałowość tworzonych w oparciu o nią praktycznych projektów zmiany świata. Nasza wiedza, a w związku z tym również nasza moc sprawcza, ma swoje granice, nie wszystko „można”.

            Problem ulepszania czy naprawiania państwa pod pewnym względem jest podobny, gdyż tutaj również przyjmuje się, że możemy podać receptę na uzyskanie w przyszłości stanu optymalnego albo przynajmniej lepszego niż dziś. Ponieważ jednak państwo nie funkcjonuje w próżni, a jego los zależny jest od zmian otoczenia, czyli politycznego środowiska, aby wiedzieć, co robić, trzeba wiedzieć, jak zachowa się to środowisko. Tego jednak wiedzieć nie można, chyba że jest się sprawcą tych zmian, a więc mocarstwem. Jeśli jednak jest się mocarstwem, wówczas nie trzeba szukać sposobu na wychodzenie z kryzysu – choć ma się wtedy inne problemy. Tak czy owak w świecie polityki, a więc świecie, w którym działa nieprzewidywalna ludzka wola, a nie prawa fizyki, formułowanie ogólnych recept jest równie owocne jak wróżenie z fusów,

Recepty te opierają się przy tym zazwyczaj na ideologiach politycznych, takich jak socjalizm, liberalizm, konserwatyzm i sprzęgniętych z nimi systemach wartości, które oferują gotowe i sztywne rozwiązania: tradycja albo postęp, religia albo ateizm, surowość albo rozpasanie, równość lub wolność i tak dalej. Ideologie dostarczają ogólnych haseł na poziomie ludowych przysłów, stwarzając jedynie pozór tego, że coś wiemy i że umiemy stworzyć jakiś sensowny i skuteczny plan działania. W gruncie rzeczy ideologie te nie są niczym innym, jak wyrazem emocjonalnych postaw w stosunku do rzeczywistości i jako takie mówią nam więcej o tym, kto je głosi, niż o rzeczywistości, do której chciałyby się odnosić. Gdyby rzeczywiście istniała możliwość zbudowania optymalnego czy nawet dobrego ustroju dla wszystkich bądź dla większości, ludzie nie różniliby się aż tak w pomysłach na jego realizację. Ustroju takiego jednak nie ma, podobnie jak nie ma jednego celu, do którego ludzie dążą, co więcej, zazwyczaj mało kto wie, dokąd idzie i po co.

Plany naprawy państwa opierają się na ideologiach politycznych, takich jak socjalizm, liberalizm, konserwatyzm i sprzęgniętych z nimi systemach wartości, które oferują gotowe i sztywne rozwiązania: tradycja albo postęp, religia albo ateizm, surowość albo rozpasanie, równość lub wolność i tak dalej. Ideologie dostarczają ogólnych haseł na poziomie ludowych przysłów, stwarzając jedynie pozór wiedzy, podczas gdy są jedynie wyrazem emocjonalnych postaw w stosunku do rzeczywistości.

Chęci i możliwości

            W wypadku ulepszania czy naprawy kraju pojawia się wszakże jeszcze inny problem, poważniejszy, który, używając języka klasycznej myśli, można by określić jako problem możności, czyli potencji, oraz aktu, a więc zdolności do realizacji tej potencji. Kwestia ta w ogólnym ujęciu jest trywialna: dla pewnych przedmiotów pewne cele są możliwe do realizacji, dla innych nie. Z jajka może wykluć się pisklę, dziecko może stać się dorosłym, ale z jajka nie wykluje się dziecko. Koń może kopnąć, a woda może ugasić pragnienie – może, ale nie musi. Możliwość to nie konieczność. Aby skutecznie zrealizować możliwość należy spełnić dodatkowe warunki, które również podlegają tej zasadzie, a więc ich urzeczywistnienie wymaga z kolei realizacji ich warunków możliwości i tak dalej.

            Odnieśmy taki schemat do ludzi. Pewne osoby mają możność realizacji danych celów, inne nie. Ktoś może zostać dobrym muzykiem, bo ma do tego predyspozycje, inny nie może wskutek braku odpowiednich warunków; ktoś może być żonglerem albo żołnierzem, a ktoś inny nie. Skąd jednak w praktyce wiadomo, że ten czy ów może być muzykiem czy żonglerem? Otóż w praktyce zwykle nie mamy wglądu w wewnętrzną, realną potencję danej osoby, a więc jedynym miarodajnym sprawdzianem jest dla nas to, co ten ktoś faktycznie robi, w praktyce bowiem nie tyle działa zasada „chcieć to móc”, ile raczej „móc to być”. Należy to rozumieć w ten sposób: jeśli ktoś może być żonglerem, to jest żonglerem, a skoro nim jest, to znaczy, że może. Czyli, ogólnie mówiąc, jest się tym, kim można się być. Biorąc bowiem pod uwagę nie tylko wewnętrzną potencję osoby, ale też wszystkie okoliczności zewnętrzne, które muszą się zrealizować, aby potencja ta mogła się urzeczywistnić, należy przyjąć, w praktyce, że jeśli komuś się coś nie udaje, to dlatego, że nie może mu się udać, a jeśli może – to się udaje.

            W warunkach ziemskich, jeśli można tak powiedzieć, jesteśmy ograniczeni zarówno naszymi wewnętrznymi predyspozycjami, jak i zewnętrznymi okolicznościami, a to oznacza, że nasz aktualny stan jest wypadkową tych dwóch zmiennych. Nasze faktyczne osiągnięcia pokazują, jakie są nasze możliwości, a twierdzenie, że ktoś mógłby osiągnąć więcej, ale mu się nie udało, jest nieuprawnionym przenoszeniem konkretnej osoby do warunków idealnych. To tak, jakby powiedzieć: co prawda ów człowiek wypadłszy z dziesiątego piętra spadł i zabił się, ale mógł przeżyć i nie spaść. Owszem, mógł, w warunkach idealnych, w których nie obowiązuje prawo powszechnego ciążenia. W rzeczywistości – a w niej obecnie żyjmy – nie mógł. Ocena rzeczywistości z punktu widzenia warunków idealnych może poprawiać samopoczucie, ale nie rozwiązuje żadnego praktycznego problemu i ostatecznie prowadzi do życia w świecie urojeń.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 282 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.